Generalnie nie znoszę telewizji, ani to fajne, ani przydatne. Zdarza mi się jednak czasem obejrzeć coś innego niż TVN CNBC czy TVN24. Dziś wraz z moją Ukochaną skusiłem się na polsatowskie Światowe Rekordy Guinnessa 2009. Ostatni raz.

Świetny pomysł

Idea programu jest prosta : pokazać ludzi, którzy próbują dostać się do Księgi Rekordów Guinnesa oraz takich, którzy już tam się dostali. Moim zdaniem to świetny temat. Widzowie lubią show, chcą oglądać karłów, olbrzymów, świrów, ludzi z pasją, ludzi o niebywałych umiejętnościach, a nawet ludzi głupich i bardzo głupich. Jak więc można schrzanić tak genialny w swej prostocie pomysł? To potrafi chyba tylko Polsat…

Widzisz, a nie grzmisz!

Twórcy show popełnili zbrodnię puszczając tak zrealizowany program na wizji. Ale od początku. Na początku był Maciej. Maciej Dowbor. Maciej “nienaturalna gestykulacja i durne pytania” Dowbor. Pomijam już fakt, że nie znoszę oglądać go w telewizji. Nawet gdybym go uwielbiał, to po tym programie bym przestał. A tak to nie znoszę go jeszcze bardziej. Niestety, od kiedy po raz ostatni widziałem go w telewizji, nic się nie zmieniło. Czy Polsat naprawdę nie ma lepszych kandydatów do prowadzenia takich programów? Dowbor niestety kompletnie się nie sprawdza. Rozmowy, które prowadzi z uczestnikami programu są nudne, pytania, które zadaje – bardzo przewidywalne. Momentami bardzo widać, że nie ma pomysłu o co zapytać, ani jak się zachować. Wygląda to bardzo kiepsko i tylko potęguje uczucie niesmaku, które towarzyszy widzowi przez cały czas trwania programu.

Rekord! Nowy rekord!

Nawet najgorszy prowadzący nie jest jednak w stanie zepsuć bardzo dobrego programu. Może jednak dobić program słaby – i z taką sytuacją mamy tu do czynienia. “Światowe rekordy Guinnessa 2009″ są zrobione w sposób nieciekawy. W odcinku, który widziałem, nie było tak naprawdę niczego, co sprawiłoby, żebym przestał zwracać uwagę na irytujące mnie szczegóły. Bite rekordy nie były wyjątkowo interesujące, raczej przeciętne, a niektóre – wręcz beznadziejne (jak facet łamiący nogą kije do baseballa). A do tego pojawiające się w programie postaci, które rekordzistami są ze względu na swoje warunki fizyczne…

Pierwszą z takich osób był malutki Chińczyk, He Pingping czy jakoś tak. Śmieszny facet. Niestety, to co zrobiono z nim w programie, woła o pomstę do nieba. Dano mu do ręki różę większą od niego i kazano pobiec z nią do jakiejś blondyny ze Szwecji, podarować kwiatka i cmoknąć w policzek. Masakra, przecież to jest człowiek, nie zwierzę! A traktuje się go jak jakąś małpkę w zoo. Wydaje mi się, że nie jest on do końca tego świadomy – może to lepiej dla niego? Niedługo po nim w programie pojawiła się kobieta z biustem, którym mogłaby się owinąć ze 3 razy. Dostała medal, pośmiała się, pogadała, poszła. Tyle.

Najgorszym jednak idiotyzmem jaki zobaczyłem w programie, była zapowiedź ostatniej w tym odcinku próby bicia rekordu Guinnessa. Dziewczyna miała trzymać w gębie skorpiona. Pomijam już debilizm samego faktu dokonania czegoś takiego, ale niewiele lepsi są producenci show, którzy w trakcie jego trwania 5 razy zapowiadali bicie tego rekordu, pokazując fragment próby. Najciekawszy fragment! Reszty już nie trzeba było oglądać…

Murowany sukces?

Mimo, że “Światowe rekordy Guinnessa 2009″ to wg mnie kompletna porażka – i tak na pewno co tydzień przed telewizorami zbierze się kilka milionów ludzi głodnych sensacji. A Polsat zachęcony sukcesem nakręci drugą serię, i trzecią, i kolejny debilny program, i następny… chociaż, w sumie robią to od lat, to co za różnica.

Zagadka na koniec : jaka stacja telewizyjna na swojej stronie ma spieprzone kodowanie?